wtorek, 6 września 2011

Polish Open G i niezwykły gość w naszej załodze!



Pierwszego dnia regat pomimo świetnych warunków wietrznych długo nie udało się nam opuścić mariny. Do późnego popołudnia zatrzymywały nas burze z piorunami krążące wkoło jeziora. Na jakiś czas nawet straciliśmy prąd i internet! Gdy niebo wreszcie się rozpogodziło zostało mało czasu, więc w porozumieniu z zawodnikami zdecydowaliśmy przesunąć regaty na następny dzień. Planowane na piątek szkolenia, czyli Match Racing Clinic zrobiliśmy od razu, co zaowocowało już następnego dnia.

Drugiego dnia mieliśmy dużo słońca, jednak wiatr nie był dla nas łaskawy. Udało nam się rozegrać zaledwie kilka meczy. Szczęśliwie prognoza na następny dzień zapowiadała zdecydowanie lepsze warunki żeglarskie.

W piątek zgodnie z zapowiedzią wiatr pojawił się o 11. Trasa już czekała na wodzie, a jachty były gotowe od samego rana. Gdy tylko kierunek się ustabilizował zabraliśmy się za dokończenie Round Robinu. Dzięki bardzo sprawnej pracy komisji i szybkiej wymianie załóg do po południa rozegraliśmy podwójny Round Robin i przeszliśmy prosto do Dużego i Małego Finału. W pierwszym z nich, po raz pierwszy w tym sezonie, spotkały się załogi Pic Pol i Rosiński Open Yachting tocząc szalenie zaciętą walkę o zwycięstwo. Zakończyła się ona wynikiem 3-1 na korzyść za załogi Krzysztofa Rosińskiego. W Małym Finale zmierzyły się załogi Team Turkaz-Orion z Turcji i Team Klitte ze Szwecji. Lepsi okazali się żeglarze z Turcji wygrywając pojedynek także stanem 3-1.

Pomimo, że ostatnie mecze rozgrywaliśmy w świetle zachodzącego słońca udało nam się zakończyć regaty bez niepotrzebnego skracania programu.

P.S W walce o najwyższe miejsce na podium w całych regatach towarzyszył nam Szymon "Dolores" Bilski, który jako pitman uzupełniał nasz kobiecy skład. W imieniu stałego składu Pic Pola chciałabym podziękować Szymonowi za jego ogromne zaangażowanie i zimną krew jeżeli chodziło o złośliwe zaczepki kolegów z wody.

Disco! Disco! ;)

Tosia & Monika